Sumatra i Pulau Weh - dlaczego warto?

Indonezja to państwo bardzo ciekawe. Największy kraj wyspiarski na świecie to kulturowy zbiór o niesamowicie ciekawym dziedzictwie, które doceniono w wielu dziełach sztuki.

Atmosfera, klimat, spokój a wreszcie fascynująca przyroda tego miejsca to czynniki składające się na ten fakt i zbierające na tych wyspach turystów z całego świata. Ja również, nie mogąc odpędzić się od myśli poznania krainy tysięcy wysp własnymi zmysłami zdecydowałem się na wycieczkę z oferty portalu planetescape.pl, licząc na wolność od zbędnego planowania na własną rękę i oddaniu się ciekawemu planowi poznania tej kultury. Był to zdecydowanie dobry wybór.

U Bogini Trzech Światów
Pierwszym przystankiem był Medan, metropolia ulokowana na Sumatrze, dużej wyspie znajdującej się w zachodniej części Indonezji. Lot nie był krótki, więc przewóz do hotelu był przyjemnym detalem wycieczki.

Sama metropolia to miejsce na dłuższe zwiedzanie. Jedna noc w tym mieście pozwoliła na przedsmak Indonezyjskiego klimatu, przysmaków i uzupełnienia ekwipunku na dalsze dni. Pojawiło się też kilka pierwszych pamiątek, ale które z Was drodzy podróżnicy nie ma ich w domu tony?

W poszukiwaniu orangutanów
Kolejnym etapem wyprawy była wycieczka do Bukit Lawang, czyli wioski zlokalizowanej wewnątrz dżungli na wyspie Sumatra. Było to miejsce specjalne, gdyż jest to miejsce, gdzie można podziwiać orangutany w ich naturalnym środowisku.
Nie każdy wie, że stworzenia te żyją tylko w Indonezji, Brunei i Malezji. Jeśli dodać do tego stwierdzenia, że są to kraje sąsiadujące ze sobą, okazuje się że zwierzęta te w ich naturalnym środowisku można poznać tylko tutaj.

Ktokolwiek miał przyjemność obserwować te zwierzaki wie, że nie bez powodu fascynowały one na swój sposób wielu ludzi (ktoś pamięta Księgę Dżungli?). Wycieczka była zatem bardzo satysfakcjonująca, a obejrzana przy okazji plantacja kauczuku i palm olejowych była dodatkową ciekawostką.

Oblicze wulkanu
Berastagi, wyjątkowe miasto, rysowało się jako kolejny etap podróży. Nie jest to typowe miasto turystyczne i również w tym przypadku funkcjonowało jako przystanek w drodze na wulkan Sibayak. Można się tu było zaopatrzyć w najróżniejsze tropikalne owoce, tak znane jak mango, czy tak nowe dla mnie jak chociażby przepyszny durian, którego nie znajdziemy w byle supermarkecie, a który został od tej chwili moim ulubionym owocem jaki miałem przyjemność jeść. Może to jego świeżość, może klimat małego miasteczka, ale tak mi tez zostało.

Posilony i wypoczęty ruszyłem ku czterogodzinnej wycieczce na Sibayak. Nie jest to wysoki szczyt, jednakże biorąc pod uwagę jego otoczenie widok był więcej niż satysfakcjonujący.

Jezioro Toba
Wśród kojących wód czystego Jeziora Toba, miałem niesamowitą przyjemność poznawać kulturę Bataków, czyli rdzennych mieszkańców tej wyspy. Wśród atrakcji tych dwóch, (zdecydowanie za krótkich!) dni znalazły się wycieczki ku poznaniu ich historii, podziwianie tradycyjnych zabaw tego ludu, czy oglądanie wiosek ulokowanych w takich miejscach, gdzie samemu pragnęło się pozostać.

Powrót do Medan
Ileż ta wycieczka miała atrakcji. Śniadanie pożegnalne z Jeziorem Toba było bardzo przyjemne, a za świeżością owoców, jakie można dostać na Sumatrze będę tęsknić. Po nabraniu sił nastąpił powrót do Medanu i jego zwiedzanie z przewodnikiem. W planie znalazł się słynny pałac Maimun, meczet czy chińska świątynia. Dzielnica Kesawan to miejsce o unikalnej architekturze i odczuciu, którego można było doświadczyć również wieczorem.

Gdyż wieczorem udało się wybrać na kolację skupioną na odwiedzaniu kolejnych lokali chińskiej dzielnicy miasta. Chociaż pierwsze wrażenie takiego pomysłu może nie do końca kojarzyć się z Indonezją, to jak się okazuje jest to namacalny dialog kulturowy, który warto poznać na własne oczy.

Z dala od zgiełku
Na drugi etap podróży czekałem lekko wyczerpany wrażeniami pierwszego tygodnia. Na szczęście wycieczka przemyślana jest w ten sposób, by bawić turystę na wiele sposobów i nie mogłem nie być zadowolony, gdy po paru dniach aktywnego zwiedzania i poznawania kultury, przetransportowano mnie do małego raju. Tutaj, w odosobnieniu od masy ludzi i turystów, a wśród rdzennych mieszkańców udało mi się wypocząć na dobry rok.

Chociaż już dzisiaj wiem, że nie wytrzymam tyle czasu bez ucieczki w kolejne ciekawe miejsca, to z Pulau Weh nie chciałem wracać. Nie ma tu przepychu, tłumów i klasycznych udogodnień, czy barów. Jest za to świeżość dziewiczego świata gdzie nie dotarło wiele rzeczy. I bardzo dobrze!

Autor